kocham, kocham, kocham góry... Moja miłość, która mnie nie zawiedzie nigdy ( przynajmniej ta jedna) Poki co to staram sie łazić po mojej okolicy, beskidach i po małym i żywieckim i innym... czuje jednak jakąś niezdefiniowaną awersję do chodzenia sama, a lubiłam wybrac sie na szlak w tygodniu gdzie normalni ludzie chodzili do pracy. Odważyłam sie napisać post na jednej z grup typu szukam towarzytwa do podróży na fejsbuku. Odzew był dość spory, w sumie to średnio sie tego spodziewałam, okazłało sie, że nie tylko ja nie pracuje w najlepszej porze alby pochodzic po górach. przed każdym nowym spotkaniem, jak to sie mówi srałam w gacie... jak opowiedziałam o tym rodzicielce stwierdziła, że totalnie zgłupiałam, pragnę umrzeć śmiercią tragiczną poprzedzoną co najmniej kilkugodzinnym brutalnym gwałtem i ogromnym cierpieniem. Ale żyję i było super, (może to tylko szczęście, nie musicie tak ryzykowac jak ja) hahaha ryzykantka ze mnie. ho ho ho
Bardzo dobrze wspominam każda nowo poznaną osobę. Czy to Pawła z którym bylam chyba dwa razy na czantorii (ahah dziwie sie, ze mi sie chciało tam wracac, ale gooral miał koncertos) czy Maciej, który przegonił mnie po Rycerce w 11godzinnej trasie. Kazdy jeden wyjazd w góry to masa niezapomnianych widoków i mały sukces.
zimą szlak w lesie jest magiczny, jak w śnieżnej kuli
szkoda, że tak mało wschodów słonca widziałam w górach
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz